Rozmowa mężczyzny i kobiety

Kasia:
Mężczyźni i kobiety nie stoją po przeciwnych stronach barykady. Wszyscy i wszystkie stawiamy czoła zmianom, które przechodzi znany nam świat. Stwierdzamy, że stare sposoby zachowania i komunikacji przestają nam odpowiadać i z trudnością poszukujemy nowych, własnych sposobów. Jeżeli będziemy poszukiwać ich wspólnie, zwiększamy w ten sposób szanse na znalezienie sensownego, funkcjonalnego modelu wzajemnego współżycia. Niniejszy artykuł stanowi okruszek takich poszukiwań, w postaci rozmowy mężczyzny (R) i kobiety (K).

Roman:
A więc twoim zdaniem istnieje coś tylko i wyłącznie kobiecego?

Kasia:
Naturalne kobiece podejście to na przykład współpraca, dzielenie się. Rozwijanie intuicji, emocjonalności, miękkości, cielesności, intymności, zdolności przyjmowania. Obecnie czasami dochodzi do wypaczania archetypów, do ich dewaluacji i przekręcania, także pod wpływem współczesnej kultury. Na przykład właśnie współzawodnictwo zamiast współpracy. Współzawodniczenie jest raczej cechą męską, a obecnie spotykamy się z tym, że kobiety konkurują ze sobą, nie wspierają się, zazdroszczą sobie, nie przeżywają radości z sukcesów innych, nie cieszą się z nich. Są blisko, kiedy przydarza się jakieś nieszczęście. Kumpela wpadła w tarapaty – ależ oczywiście, spotkamy się na kawę. Ale kiedy coś jej się udaje, odnosi sukces – nie mam już dla ciebie czasu. Nie chodzi o to, że kobiety mają być takie i tylko takie, nie chodzi o jakąś polaryzację. Chodzi o wzmocnienie tych cech. Być może nawet niezależnie od tego, czy jesteśmy kobietami, czy mężczyznami.

Roman:
Nie jestem pewien, czy to naprawdę w aż takim stopniu zależy od tego, czy się jest kobietą, czy mężczyzną. Może raczej chodzi o to, jak te sprawy funkcjonowały w rodzinie. Może być na przykład tak: Nie jestem w stanie wyrażać swoich potrzeb. Jest mi niedobrze, smutno, czuję się przygnębiony i chciałbym, żeby partnerka była ze mną. Ale nie powiem tego wprost. Bo nie umiem. Szczególnie widząc, że nie za bardzo jej to pasuje, nie ma nastroju, ma inne plany. Po prostu nie chcę jej zawracać głowy, przysparzać problemów. Myślę, że nauczyłem się tego jako dziecko. I raczej nie gra tutaj roli, czy jestem mężczyzną, czy kobietą, po prostu nauczyłem się takiego postrzegania sytuacji i reagowania. Taka strategia utrwaliła się w mojej głowie. Teraz przynajmniej uświadomiłem sobie, że ją mam i że się nią kieruję.

Skąd biorą się wzorce zachowań?

Kasia:
Ja uważam, że istnieją ogólne wzorce, niezależne od płci. To ten mikroświat rodziny, środowisko, które znamy i uczymy się w nim poruszać. Równocześnie jednak czuję, że role są także w jakiś sposób uwarunkowane. Bo widzisz, że świat męski wygląda tak, kobiecy inaczej, a komunikacja odbywa się w taki a nie inny sposób. Na podstawie różnych uprzedzeń i wszystkiego, co rodzice wnoszą do relacji ze środowiska, w którym żyli. Bo widzą, jak zachowują się inne kobiety, inni mężczyźni. Na tej podstawie powstaje pewien stereotyp. Tego, co mężczyzna może sobie pozwolić powiedzieć, gdzie należy, gdzie jest jego miejsce w domu, do czego ma prawo, w jaki sposób może się komunikować. To samo dotyczy kobiety.

Pytanie brzmi, czy ma sens docierać do korzeni, czy nie lepiej stworzyć sobie funkcjonalną komunikację na miarę obecnych potrzeb.

Roman:
Dokładnie tak, nasze matki i ojcowie zachowywali się tak, jak nauczyli się tego od swoich rodziców, którzy także nauczyli się tego od swoich rodziców. Pytanie brzmi, czy istnieje jakieś stricte męskie lub kobiece zachowanie, które byłoby niezależne od tych wzorców. Czy istnieje coś absolutnie jednorodnego, o czym można by powiedzieć, że jest to wyłącznie męskie lub kobiece. Żeby nie chodziło o zachowanie, które podpatrzyliśmy w społeczeństwie i rodzinie.

Kasia:
Na tym etapie rozwoju kultury trudno już rozróżnić, co jest męskim lub kobiecym pierwiastkiem, uwarunkowanym antropologicznie.

Roman:
To właśnie mam na myśli. Jakie są korzenie i czy w ogóle jakieś istnieją.

Kasia:
Pytanie brzmi, czy ma sens docierać do korzeni, czy nie lepiej stworzyć sobie funkcjonalną komunikację na miarę obecnych potrzeb. Warunki nieustannie się zmieniają, obecne uwarunkowania kulturowe są całkowicie różne od dawnych, nowe sprawy, z którymi się borykamy wymagają nowych wzorców. Potrzebne są rozwiązania skrojone na miarę, każdy z nas musi znaleźć własną formę komunikacji, która będzie funkcjonalna.

Roman:
Zgadzam się z tym, że mamy teraz czas pewnych przemian. Stare modele już są po prostu nieodpowiednie. To jest całkiem ewidentne. Dosyć dużo osób ludzi zaczyna to sobie nawet już uświadamiać. Niewielu jednak wie, czy je zastąpić. Ludzie próbują odgrzebywać stare rytuały, wracać do Celtów, udają się na poszukiwania do Indii i do Indian, próbują co się da. Ale zgadzam się, że chodzi o to, aby stworzyć nowe [rytuały], skrojone na miarę – co jednak nie jest proste. Zastanawiam się, czy w ogóle jest skąd zaczerpnąć. Takie źródło, z którego chciałbym czerpać, jest właśnie tym, co mógłbym traktować jako czysto męski pierwiastek. Nie wiem jednak, gdzie tego szukać, czy może raczej jakoś sztucznie to ulepić – ale nie wiadomo z czego. Znowu tylko ze swoich wyobrażeń, które są wynikiem czegoś i są przez coś uwarunkowane. A więc z czego to ulepimy?

Kasia:
Ze swoich potrzeb. Z poszukiwań swoich potrzeb. Ale dobrze jest czasami zweryfikować również owe potrzeby. Bo potrzeby również są uwarunkowane. Często są wynikiem przekonań, naszych głębokich prawd, które nosimy w sobie.

Roman:
Teraz nie do końca to rozumiem. Czy masz na myśli pewne uniwersalne prawdy zawarte w nas?

Kasia:
Nie chodzi mi o prawdy uniwersalne. Raczej o osobiste. Mamy głębokie przekonania, które wynieśliśmy z domu. Na przykład to, że kobieta powinna opiekować się mężczyzną. A my traktujemy takie przekonanie jako potrzebę, jako własną głęboką prawdę. Tak jest, tak zawsze było, już od epoki kamienia - kobieta troszczyła się o mężczyznę. Bez tego ani rusz. No i teraz szukamy takiej kobiety, która będzie o nas dbać, ponieważ przecież jest to nasze podstawowe męskie prawo i my możemy mieć taką potrzebę. Kolejne pytanie oczywiście brzmi, co to znaczy troszczyć się i w jakim stopniu naprawdę tego potrzebuję. W jakim stopniu jest to potrzeba na poziomie tego typu przekonań, a na ile moją potrzebą jest wspólne przeżywanie bliskości, bycie akceptowanym, dobra komunikacja, aby ta kobieta oprócz tego mnie zauważała, żebym umiał zakomunikować swoje potrzeby tak, aby było to dla niej jasne. Można to otworzyć, rozsupłać i być może odkryć, że nie ma tam takiej sentencji, że kobieta ma troszczyć się o mężczyznę.

Uważam, że podstawą relacji partnerskiej jest szczere podejście polegające na wnikaniu we własne wzorce i potrzeby i ich rozsupływanie, uzyskiwanie wglądu. Żeby nie przerzucać na drugiego człowieka i nie projektować na niego czegoś, co przejąłem od innych, od rodziców, ze środowiska.

Roman:
Jeżeli jest się świadomym, to ma się możliwość rozsupłania tego. Tak, owe potrzeby niekoniecznie muszą być nasze. Chodzi o formy przeniesione. I tu wracamy do pierwszego pytania, skąd brać wzorce, kiedy podajemy w wątpliwość nawet "własne" potrzeby, ponieważ znajdujemy w nich pewne uwarunkowania. Uważam, że podstawą relacji partnerskiej jest szczere podejście polegające na wnikaniu we własne wzorce i potrzeby i ich rozsupływanie, uzyskiwanie wglądu. Żeby nie przerzucać na drugiego człowieka i nie projektować na niego coś, co przejąłem od innych, od rodziców, społeczeństwa. A więc logiczną konkluzją wydaje mi się, że trzeba najpierw samemu dokładnie powiercić w sobie, aby móc powiedzieć, czego się naprawdę chce i czego spodziewamy się od partnera. Ale to raczej na poziomie ogólnym. Pytanie brzmi, jak zrobić to konkretnie. W związkach zdarzało mi się na ślepo wpadać w pułapki wzorców. Dopiero po wielu tygodniach udręk udawało mi się to zrozumieć, oglądając się z refleksją wstecz. W międzyczasie jednak w wyniku tego działo się wiele niedobrego, co mogło przyczynić się nawet do rozpadu związku. Interesuje mnie więc, jak w umiejętny sposób obchodzić się z tym już w trakcie samej komunikacji. Aby nie wpadać na ślepo w spiralę, w ciąg automatycznych reakcji.

Zbadaj swoje stereotypy

Kasia:
W grupach dla kobiet robimy ćwiczenie, który umożliwia kobietom przyjrzeć się stereotypom i konstrukcjom myślowym, które są wyznacznikiem nie tylko oczekiwań wobec partnera, ale także wyobrażeń na temat tego, jak ma wyglądać kobieta. Kobiety uczą się rozróżniać, w czym się wychowały, co usłyszały, co przejęły oraz co same uważają. Pozwalam im spędzić czas z własnymi myślami i zastanowić się nad tym. Ponieważ często okazuje się, że ich rzekomo własne przekonania są także obcego pochodzenia, tyle że w formie przeciwieństwa. Mechanizm jest następujący. Na przykład w dzieciństwie kobieta słyszy, że dziewczynki nie powinny hałasować. No i zgadnij, co one teraz mówią?

Roman:
Po prostu coś wręcz przeciwnego. Reakcja przekory.

Kasia:
Dokładnie tak. Chcę być histeryczna, chcę sobie pozwolić na bycie histeryczką. Kobieta nie zastanawia się nad tym, że mogłoby istnieć coś pośrodku lub coś innego. W domu sprzątano, więc ja to olewam i nie będę sprzątać. Robiono tak, a ja będę robić inaczej. Tyle że to cały czas ten sam temat. Nic się nie zmieniło, oprócz biegunowości. Trzeba nie być jak konik na biegunach. Właśnie dlatego się zagłębiamy, staramy się rozsupłać te sprawy, pytamy, czym i kim jesteśmy.

Jeszcze jest jedna ważna rzecz w komunikacji. To też robiłyśmy na kręgach. Widać, jak mówimy. Poprosiłam kobiety o wypisanie na kartce swoich wartości. I one piszą: miłość, przyjaźń, bliskość. Następnie proszę, aby napisały, co wyobrażają sobie pod tymi pojęciami i co one dla nich oznaczają. Kobiety siedzą w kręgu i nagle się okazuje, że każda z nich pod identycznym pojęciem miłość zapisała coś całkowicie innego. I teraz wyobraź sobie mężczyznę, któremu ona mówi: "Nie dajesz mi tyle miłości, ile chcę, nie kochasz mnie." Ale ja pytam: Która z was zapytała swojego partnera, co oznacza dla niego miłość i w jaki sposób należy ją wyrażać? Na jakiej podstawie uznają, że nie daje im wystarczająco dużo miłości? Kiedy zaczynam to opisywać, na przykład w tym sensie: "nie siedzi i nie słucha, siedem razy dziennie nie przychodzi i nie mówi kocham cię, kochanie" - wydaje im się, że nie czuje tego, co ja (śmiech). I wtedy faktycznie zaczynamy się śmiać. Wtedy uświadamiamy sobie, że często wystarczy po prostu zapytać. Każdy niesie w sobie jakąś wartość, która ma jakieś tło, przyczynę.

Chodzi o zdrowy sposób komunikacji, o zdolność wyrażania swoich potrzeb w zdrowy sposób. I to jest ponad podziałem płci.

Na warsztatach właśnie to może stanowić główny temat. Żeby każdy rozsupłał to u siebie. Przyjrzeć się stereotypom, w których się poruszamy. Męski świat, kobiecy świat, co to właściwie jest. Wtedy mężczyźni z kobietami mogliby rozmawiać o wartościach, co one dla nich znaczą i w jaki sposób mają być uzewnętrzniane i przez kogo. Po to, aby nasze oczy się otwarły. Żeby zobaczyć, że każdy z nas ma inaczej. I to niezależnie od płci. A jeżeli zależność się pojawia, to trzeba uświadamiać sobie te stereotypy. Chodzi o zdrowy sposób komunikacji, o zdolność wyrażania swoich potrzeb w zdrowy sposób. I to jest ponad podziałem płci.

Roman:
Też tak uważam. Nauczenie się komunikacji jest więcej warte, od wszystkich grup dla kobiet lub mężczyzn. A więc podstawową sprawą jest nauczenie się rozwikływania tych rzeczy. I następnie potrafić o nich rozmawiać, komunikować się. Nie wpadać na ślepo z powrotem we wzorce i wyuczone modele zachowań. Potrafić się zatrzymać. Powiedzieć: Teraz czuję to i to. Zobaczyć te rzeczy przed sobą, nie tonąc w nich.

Kasia:
Potrzebna jest odwaga, aby pozostać z tym sam. Umieć zadawać sobie pytania. Nie zrzucać od razu odpowiedzialności na drugą osobę. Słuchaj, ty mi tego nie dajesz, powinieneś mi to dawać - raczej trzeba zapytać siebie samego, dlaczego uważam, że powinien mi to dawać. Skąd się wzięło moje przekonanie, że powinien, że mam to otrzymać właśnie od niego.

Roman:
Ujmując to elegancko psychologicznie - wyłączyć projekcje.

Przychodzę do domu, czując napięcie w całym ciele, oprócz tego jestem głodna – i od razu pojawią się poczucie nieszczęścia, deprywacji. Będę próbowała to skompensować akurat w momencie, kiedy mój partner ma powiedzmy coś do zrobienia. I to absolutny koniec. Nie zwraca na mnie uwagi, nie kocha mnie.

Kasia:
Naprawdę to działa. Trzeba uświadomić sobie, że o kolorze sukienki lepiej będzie pogadać z kumpelą. Nie zasypywać partnera od rana potokiem słów, żeby później mu powiedzieć „ja coś do ciebie mówię a ciebie to wcale nie obchodzi. Mówię ci rzeczy, które są dla mnie istotne, a ciebie to nie interesuje?” Istotne jest, aby rozróżniać swoje potrzeby. Odróżnić, co jestem w stanie i powinnam dać sobie sama. Co stanowi wyłącznie moją potrzebę, którą tylko ja mogę zaspokoić. Ponieważ czasy, kiedy tego nie otrzymałem lub nie otrzymałam, już bezwarunkowo minęły i od trzydziestu lat są przeszłością. Nie otrzymałem tego, opłakałem i uświadomiłem sobie, że niektóre potrzeby muszę już zaspokajać sam. Mówię tym dziewczynom, że trzeba rozróżniać podstawowe rzeczy. Kiedy jestem zmęczona, kiedy jestem głodna. To są głupstwa, ale czasami moje ciało potrzebuje tego a czasami czegoś innego. I nie powinno być tak, że przychodzę do domu, czując napięcie w całym ciele, oprócz tego jestem głodna – i od razu pojawią się poczucie nieszczęścia, deprywacji i będę próbowała to skompensować akurat w momencie, kiedy mój partner ma powiedzmy coś do zrobienia. Czując, że to absolutny koniec. Nie zwraca na mnie uwagi, już mnie nie kocha. Ponieważ ta moja potrzeba jest tak głęboka, zasadnicza, życiowa – a mój partner nie zwraca na mnie uwagi i w tym momencie mnie po prostu olewa. W chwili, kiedy przecież powinien przyjść, przytulić, pocieszyć. I do rana o tym ze mną rozmawiać. A być może wystarczyłoby, żeby po powrocie do domu wziąć prysznic, coś zjeść i zacząć normalnie się komunikować. W formie radosnego spotkania, gdzie oboje jesteśmy wolni w naszej komunikacji, nie jak para głodnych dzieci. Trzeba nauczyć się wsłuchiwać we własne potrzeby. Trzeba nauczyć się rozróżniać swoje podstawowe potrzeby. Nauczyć się wsłuchiwać w ciało, duszę, [aby dowiedzieć się], czego naprawdę potrzebujemy. Nie ma nic złego w tym, by o coś prosić lub czymś się podzielić. Ale jesteś gotów na to, że nie ma tragedii, jeżeli partner powie "nie". Nie będzie to powód, aby umrzeć. Nie będzie to coś, co oznacza, że nie dożyjesz do jutra.

Roman:
Tak, to na razie wystarczy.

Kasia:
Howgh.